poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Świętosława - Sygryda - Harda Pani ["Harda"-Elżbieta Cherezińska]

Moja przygoda z twórczością Elżbiety Cherezińskiej trwa od lat. Zaczęło się niewinnie. Najpierw przeczytałam Byłam sekretarką Rumowskiego. Dzienniki Etki Daum. Potem dałam się skusić na Legion, by wreszcie sięgnąć po Koronę śniegu i krwi oraz znakomitą kontynuację tej serii w postaci Niewidzialnej korony. Kiedy tylko dowiedziałam się o najnowszej książce tej autorki, która otwiera kolejny cykl opisujący mroki średniowiecza, byłam pewna, że muszę ją przeczytać. Nie zawiodłam się. Harda to bez wątpienia jedna z najlepszych (o ile nie najlepsza) książka w dorobku pisarskim Elżbiety Cherezińskiej. Być może wplyw ma na to fakt, że jej główną bohaterką, po raz kolejny po Etce Daum, jest kobieta. Życie księżniczki Świętosławy, a później królowej Sygrydy to idealny materiał na powieść, a Cherezińska już wiele razy udowodniła, że potrafi rewelacyjnie wykorzystać ten historyczny entourage.

Dzięki Hardej przenosimy się do czasów wczesnego średniowiecza, kiedy to ziemiami polskimi, złożonymi z niezmierzonych połaci lasów włada książę Mieszko I, zwany przez niektórych "krwawym Księżycem". Na naszych oczach ów pogański władca poprzez przyjęcie chrztu postanawia zmienić życie swoje i jego poddanych. Ta trudna decyzja przynosi nie tylko sukcesy polityczne, ale i te prywatne, w książęcej alkowie. Za sprawą tych drugich dynastia Piastów się rozszerza, a na świat przychodzi nie tylko późniejszy król Polski, Bolesław Chrobry, ale również jego wspaniała, choć często niedostrzegana przez historyków, siostra - Świętosława. To ona w miarę upływu stron stanie się najważniejszą postacią w powieści, a jej losy przysporzą czytelnikom wielu wspaniałych wrażeń. Skąd się wzięło jej drugie imię i dlaczego ma ono skandynawskie brzmienie? Oto jest pytanie!

Rycina przedstawiająca Świętosławę - Sygrydę podczas spotkania z Olavem Tryggvasonem
Nieustanne walki o władzę, miłosne intrygi i polityka dynastyczna pierwszych Piastów to nie jedyne interesujące wątki, które znajdziemy w Hardej. O wiele ciekawsze są opisy polowań, organizacji piastowskiego dworu, czy ceremonii pogrzebowych z udziałem średniowiecznych władców. To właśnie te elementy czynią z powieści Cherezińskiej lekturę, która znakomicie oddaje klimat tamtej epoki i pozwala czytelnikowi zgłębić tajemnice polskich wieków średnich.

Trudno powiedzieć, co w Hardej jest najlepsze. Czy chodzi tu o znakomicie skonstruowaną, wielowątkową fabułę, opartą na chronologii wydarzeń, czy też o świetnie odmalowane portrety psychologiczne naszych przodków? Chyba należałoby postawić na jedno i drugie. Cherezińska po raz kolejny udowadnia w Hardej, że potrafi świetnie poruszać się między wieloma miejscami akcji, a bohaterowie, których na nowo powołuje do życia to wielkie osobistości z równie dużym bagażem doświadczeń. Krótko mówiąc, każdy znajdzie tu coś dla siebie, zarówno entuzjasta naszych dziejów, jak i czytelnik, który do tej pory nie wykazywał większego zainteresowania historią Polski. Jednych i drugich porwie ta wyjątkowo interesująca fabuła.

Jako historyk z pewnym dystansem podchodzę do powieści historycznych. Szukam w nim jak największej ilości faktów, przymykając oko na fikcję, która w nienachalny sposób wkrada się w naszą przeszłość. Ważne, by przewaga prawdy nad fikcją została zachowana, a narrator nadmiernie nie wtrącał się w opisywane zdarzenia. Cherezińska dba o zachowanie proporcji i subtelnie rozwija tylko te epizody, które zaburzają całego obrazu naszych dziejów. Do tego dba o aspekt naukowy i zawsze zamieszcza w swoich powieściach tablice historyczne oraz mapy ściśle związane z opisywanym okresem historycznym. Dlatego właśnie cenię twórczość tej pisarki i chętnie sięgam po jej powieści.

Muszę przyznać, że autorka po raz kolejny nie zawiodła moich oczekiwań. Jak przystało na jedną z najlepszych polskich pisarek, stworzyła książkę, o której jeszcze długo będzie głośno na rynku wydawniczym. Harda to niezwykła powieść historyczna. Dla niektórych czytelników to jedyna szansa, by ponownie zetknąć się z historią ziem polskich, tym razem w bardzo przystępnej formie. Właśnie dlatego gorąco zachęcam Was do lektury najnowszej powieści Elżbiety Cherezińskiej, a sama z niecierpliwością oczekuję kontynuacji przygód Świętosławy w powieści pt.: Królowa, która lada moment trafi do księgarń w całej Polsce.




AUTOR:
Elżbieta Cherezińska
TYTUŁ:
Harda
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
592


, , , , , , , ,

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rozmowy z paryskim katem ["Mędrzec kaźni"-Tomasz Kowalski]

Kiedy w 1789 roku Joseph Ignace Guillotin zaproponował paryskim władzom wykorzystanie mechanicznego urządzenia do ścinania głów skazańcom, miał nadzieję, że jego wykorzystanie uczyni moment śmierci bardziej humanitarnym. Ów francuski lekarz nie spodziewał się wówczas, że gilotyna stanie się jednym z symboli terroru, a sceny ścięcia będą najpopularniejszym widowiskiem, które zgromadzi pod szafotem przedstawicieli wszystkich warstw społecznych. Gilotyna byłaby jednak niczym bez szarej eminencji obsługującej ten wstrząsający mechanizm. O kulisach pracy kata - osoby wprawiającej w ruch gilotynę i jego spojrzeniu na karę śmierci przeczytacie w książce Tomasza Kowalskiego pt.: Mędrzec kaźni, która w ciągu kilku godzin wstrząśnie Waszym czytelniczym światem.

Monsieur de Paris

Wydawać by się mogło, że autor przygotował dla nas wyjątkowo przewidywalną fabułę. Oto młody, amerykański dziennikarz - Steven Mulford otrzymuje od swojego szefa pierwsze wyjątkowo ważne zadanie. Ma wybrać się w podróż do Francji, by w samym sercu kraju przeprowadzić wywiad z Monsieur de Paris, emerytowanym paryskim katem. Rozmowa ma odbyć się w kameralnych warunkach, w mieszkaniu byłego kata. Steven, gotowy jak najlepiej wykonać powierzone mu zadanie, ma przy sobie notatnik, długopis, aparat i wężyk spustowy. Zapowiada się zwyczajnie? Nic bardziej mylnego.

Jakob Thierry okazuje się nie tylko emerytowanym katem, ale również znakomitym kucharzem i świetnym interlokutorem. Na pytania dziennikarza udziela wyłącznie przemyślanych odpowiedzi, racząc go co chwila jakimś wspaniałym przysmakiem lub alkoholem. Nic dziwnego, że wywiad bardzo szybko przeradza się w wymianę poglądów na temat życia i śmierci. Dociekliwość Stevena nie pozwala mu jednak poprzestać tylko na tym. Dziennikarz chce poczuć to, co czują skazańcy prowadzeni pod ostrze gilotyny. I właśnie wtedy zaczyna robić się gorąco. Akcja przyspiesza, a czytelnik w napięciu śledzi każde kolejne wydarzenie. Czy były kat raz jeszcze zabije człowieka? Czy dziennikarz jest gotowy na śmierć? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w mikropowieści Tomasza Kowalskiego.


Niewielu pisarzy potrafi mnie zaskoczyć i sprawić, bym z drżeniem rąk przewracała karty książki. Tomasz Kowalski już od pierwszych stron powieści sprawił, że nie mogłam się od niej oderwać. Z niecierpliwością czekałam, aż dowiem się, jaki to tajemniczy przyrząd jest schowany pod czarną kotarą w mieszkaniu kata i jak potoczy się wywiad, do którego, ku mojemu zdziwieniu, przygotował się nie tylko dziennikarz, ale i jego rozmówca. 

Połączenie Rozmów z katem i Zbrodni i kary w jednej książce sprawiło, że Mędrzec kaźni porywa czytelnika i przenosi go do paryskiego mieszkanka Jakoba Thierry`ego, w którym i my stajemy się świadkami kuriozalnego przedstawienia z udziałem dziennikarza i kata. Podczas lektury tej powieści zachwyt miesza się strachem. Właśnie dla tych skrajnych emocji warto sięgnąć po książkę Tomasza Kowalskiego. 

Zachwycona Mędrcem kaźni czekam spektakl teatralny będący adaptacją tej znakomitej powieści i jestem przekonana, że prędzej czy później będę mogła zobaczyć paryskie mieszkanko kata na deskach polskiego teatru.




AUTOR:
Tomasz Kowalski
TYTUŁ:
Mędrzec kaźni
WYDAWNICTWO:
MG
LICZBA STRON:
144


, , , ,

niedziela, 14 sierpnia 2016

Korespondencja o Izraelu ["Wszystkie winy Izraela"- Andrzej Koraszewski]

Przeczytałam już wiele publikacji traktujących o Izraelu i "narodzie wybranym". Czytałam autobiografie, biografie, wspomnienia i eseje. Tym razem sięgnęłam po listy. Nie jest to jednak zwykła korespondencja. To zbiór odpowiedzi, które Andrzej Koraszewski, znawca tematyki żydowskiej, sporządził zainspirowany postami Agnieszki Zagner, dziennikarki równie żywo zainteresowanej polityką Izraela, które systematycznie zamieszczała na swoim blogu pt.: Orient Express. Czy Koraszewski sam wpadł na pomysł pisania listów do nieznajomej? Nic podobnego. Najpierw podobny zbiór sporządził Kazimierz Brandys.

Listy do Pani Z.: wspomnienia z teraźniejszości napisane przez Kazimierza Brandysa w 1958 roku dały początek zbiorowi Andrzeja Koraszewskiego. I choć tym razem inna jest Pani Z. i tematyka listów, to korespondencja Koraszewskiego pod względem stylistycznym do złudzenia przypomina pisarstwo twórcy Matki Królów

Wszystkie winy Izraela to zbiór refleksji autora na temat stosunku do polityki prowadzonej przez Izrael, relacji izraelsko-palestyńskich i aktualnej sytuacji społecznej w kraju Binjamina Netanjahu. Koraszewski, wnikliwy czytelnik artykułów Agnieszki Zagner, w swoich listach do niej udowadnia, że negatywny stosunek dziennikarki do Izraela i jego mieszkańców, jest w gruncie rzeczy nieuzasadniony i nie poparty żadnymi konstruktywnymi argumentami. By odkryć słabości tez głoszonych przez Zagner, autor Wszystkich win Izraela krok po kroku dokonuje analizy najważniejszych zagadnień poruszanych przez blogerkę i podaje kontrargumenty, które obalają założenia wspomnianej dziennikarki. Dzięki takiej formie, książka Koraszewskiego to wyjątkowo ciekawy zbiór, który przypadnie do gustu każdemu, kto choć w niewielkim stopniu interesuje się polityką Izraela.

Koraszewski porusza w swoich listach różne tematy. Mówi o konfliktach zbrojnych Izraela z Palestyną, analizuje działania Hamasu i skutki dżihadu, a ponadto zwraca uwagę na kulisy relacji izraelsko-palestyńskich opisując ze szczegółami sponsorów tej trwającej przez dziesięciolecia polityki nienawiści. Tym, co najbardziej przyciąga uwagę czytelnika są jednak nie w/w ustępy, a wszystko to, co znajduje się pomiędzy nimi. Odniesienia do historii, prywatne zwierzenia autora i porównania polskiej polityki do izraelskiej, wzbudzają najwięcej emocji i dodają temu zbiorowi oryginalności, świadcząc tym samym o godnej podziwu wiedzy samego Koraszewskiego.

Ten oryginalny zbiór korespondencji znajdzie swoich zwolenników nie tylko wśród znawców sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie, ale również pośród miłośników publicystyki i wszystkich, którzy pragną niebanalnej lektury. Proza Koraszewskiego sprawi, że jeszcze długo będziecie pod wrażeniem tych wyjątkowych listów do innej Pani Z.



AUTOR:
Andrzej Koraszewski
TYTUŁ:
Wszystkie winy Izraela. Inne listy do innej Pani Z.
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
344


, , , , , ,

sobota, 13 sierpnia 2016

Kulisy synodu papieża Franciszka ["Synod papieża Franciszka"-Krystian Kratiuk]

Ledwie pożegnaliśmy się z papieżem Franciszkiem, który przybył do Polski z okazji Światowych Dni Młodzieży, a już sprawiłam sobie lekturę, która wprost traktuje o sprawach związanych z Kościołem. Dlaczego uległam książce Krystiana Kratiuka pt.: Synod papieża Franciszka? Bo stanowi ona wnikliwą próbę analizy wydarzeń, które w ostatnim czasie żywo interesowały opinię publiczną. Mowa o synodzie do spraw rodziny, podczas którego najważniejsi przedstawiciele Kościoła pod wodzą Ojca Świętego obradowali na temat instytucji małżeństwa, Eucharystii dla osób rozwiedzionych i stosunku Kościoła wobec homoseksualistów. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego podjęli pod dyskusję w/w kwestie i co takiego ustalili, zachęcam Was do lektury tej niewielkich rozmiarów książki.

Krystian Kratiuk, dziennikarz katolicki i znawca tematyki synodalnej, tym razem "wziął na warsztat" zagadnienia związane z ostatnimi synodami (nadzwyczajnym i zwyczajnym) zwołanymi przez papieża Franciszka, które wbrew pierwotnym założeniom nie traktowały jedynie o sprawach rodziny. W poszczególnych rozdziałach swojej książki, dziennikarz wyjaśnia nam, skąd wśród duchownych, nauczających w myśl Ewangelii, wziął się pomysł o dopuszczeniu do Komunii Świętej osoby rozwiedzione i zaakceptowaniu orientacji homoseksualnej. By nie odbierać Wam przyjemności z lektury, podpowiem tylko, że wszystko zaczęło się w Niemczech.

Szczegółowy opis wydarzeń poprzedzających nadzwyczajny i zwyczajny synod do spraw rodziny to nie jedyne zagadnienie poruszone w książce Kratiuka. Znajdziemy tu również rozległą prezentację niektórych przedstawicieli Kościoła, szczególnie aktywnych podczas synodu, a między wierszami odnajdziemy także osobisty stosunek autora do tematyki synodalnej. Słowem, dla każdego coś dobrego. Niezależnie od przekonań religijnych i stanowiska w sprawach omawianych podczas synodu, warto zapoznać się z tą książką i przez chwilę poczuć się, jak uczestnik dyskusji duchownych.

Tym, co najbardziej ujęło mnie podczas lektury Synodu papieża Franciszka jest znakomicie poprowadzona narracja odautorska, która ani przez chwilę nie nuży czytelnika. Autor imponuje swoją wiedzą na opisywany temat i potrafi skupić naszą uwagę, co w kwestiach związanych z religijnością bywa wyjątkowo trudne. Mimo że nie podzielam poglądów Kratiuka na sprawy stosunku Kościoła do rozwodników i homoseksualistów, dałam się namówić na lekturę jego książki i ani przez moment nie żałowałam, że spędziłam kilka godzin w towarzystwie duchownych zgromadzonych w Watykanie. Ze względu na aktualną tematykę i świetną narrację zachęcam wszystkich, by też sięgnęli po Synod papieża Franciszka.




AUTOR:
Krystian Kratiuk
TYTUŁ:
Synod papieża Franciszka
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
184


, , , , , ,

piątek, 5 sierpnia 2016

Samotny krzyżowiec powraca ["Samotny krzyżowiec. Czas przepowiedni"- Marek Orłowski]

Kocham powieści historyczne. Nie znoszę książek z gatunku fantastyki. A jednak uległam urokowi rycerza Rolanda i z ciekawością śledziłam jego pogmatwane losy w trzeciej już powieści z cyklu pt.: Samotny krzyżowiec. Tym razem intuicja mnie nie zawiodła, a godziny spędzone na czytaniu opowieści Marka Orłowskiego z pewnością nie poszły na marne.

Po sukcesie dwóch poprzednich tomów pt.: Miecz Salomona i Ścieżki przeznaczenia, autor po raz trzeci przedstawia nam przygody Czarnego Rycerza, który na drodze do Ziemi Świętej napotyka przeszkodę w postaci magicznej przepowiedni. Pod wpływem czarów trafia do obcej rzeczywistości i zupełnie przypadkowo zostaje uwikłany w konflikt i romans, które mogą zniszczyć Miasto Stu Wież. Czy naszemu bohaterowi uda się powstrzymać niecne plany wielkiego władcy Dwurzecza i odrzucić ofiarowaną mu miłość? Odpowiedź na te pytania znajdziecie na kartach Czasu przepowiedni.

Połączenie średniowiecza z fantastyczną wersją starożytności wbrew pozorom okazało się strzałem w dziesiątkę. Roland z Montferratu zamiast podążać tropem innych krzyżowców, cofa się w czasie, wywołując tym samym nie małe zamieszanie i uśmiech na twarzy czytelników. A gdy do tego dodać królewskiego maga o imieniu Jaghi i piękną Abbisin, która złamała nie jedno serce, to wprost nie można oderwać się od lektury przygód Czarnego Rycerza. W powieści nie brak humoru, chwil wzruszenia i mrożących krew w żyłach pojedynków. Czego chcieć więcej? Oczywiście, że kolejnego tomu tego cyklu, który doprowadzi przygody Rolanda do szczęśliwego finału.

Nie sądziłam, że trzecia część przygód Czarnego Rycerza przypadnie mi do gustu, jednak po jej lekturze mogę już z czystym sercem polecić Wam cały cykl powieści pióra Marka Orłowskiego. To pozycje, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Wystarczy tylko wraz z naszym bohaterem wkroczyć do Miasta Umarłych. Jeśli zatem macie na tyle odwagi, by iść w ślady jednego z najdzielniejszych rycerzy średniowiecza, to gorąco polecam Wam trzeci tom cyklu Samotny krzyżowiec i wspaniałą podróż do odległej przeszłości.



AUTOR:
Marek Orłowski
TYTUŁ:
Samotny krzyżowiec. Czas przepowiedni.
TOM:
III
LICZBA STRON:
528


, , , , ,

czwartek, 4 sierpnia 2016

Rzecz o Żydach ["Żydzi"- Piotr Zychowicz]

Nie znoszę Obłędu `44. Ledwo przebrnęłam przez Pakt Ribbentrop-Beck, a Pakt Piłsudski-Lenin omijam z daleka, ilekroć widzę tę książkę w księgarni. Dlaczego zatem kupiłam Żydów. Opowieści niepoprawne politycznie? Bo od lat zaczytuję się w książkach traktujących o Żydach i miałam nadzieję, że po obiecującej okładce z Lwem Trockim, Piotr Zychowicz choć raz pozytywnie mnie zaskoczy. Cóż, tym razem mu się nie udało, ale zacznijmy od początku.

Nim spakowałam najnowszą książkę Piotra Zychowicza do mojej wakacyjnej walizki, postanowiłam sprawdzić, co tak naprawdę autor ma do zaoferowania swoim czytelnikom. Zapowiadało się obiecująco, zwłaszcza że na okładce tej pozycji przeczytałam, iż "Żydzi rozsierdzą zarówno filosemitów, jak i antysemitów". Rzeczywiście ta książka mnie rozsierdziła. Nie ze względu na treści w niej zawarte, ale na to, ile zapłaciłam za tę wyjątkową słabą publikację.

Najnowsza książka Zychowicza jest złożona z V części, o tytułach: Rozmowy z Żydami; Rozmowy o Żydach; Komuniści, syjoniści, kolaboranci; Izrael kontra PRL; Żydzi a 17 września. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że na każdą z w/w części składają się wywiady z przedstawicielami narodu żydowskiego, naukowcami i działaczami politycznymi oraz artykuły w znacznej mierze publikowane wcześniej na łamach prasy. Gdzie tu miejsce na elementy tradycyjnej, choćby odautorskiej narracji historycznej? Zabrakło, a szkoda...

Wszystko, co napisałam powyżej nie oznacza jednak, że Żydzi są zupełnie do niczego. Dla osób, które nie prenumerują Rzeczpospolitej, Historii Do Rzeczy, Uważam Rze Historii itp. ta książka będzie zbiorem ciekawostek na temat Żydów, ich przeszłości i relacji z innymi nacjami w czasie II wojny światowej oraz w okresie powojennym. Jeśli tylko przebrniecie przez dziesiątki artykułów, na pewno wyniesiecie z nich jakąś wiedzę na temat tytułowej nacji.

Nie przedłużając, mimo interesujących wkładek ilustracyjnych z fotografiami tych bardziej lub mniej znanych Żydów oraz zdjęć z wydarzeń, w których uczestniczyli, nie będę Was szczególnie zachęcać do lektury tej książki. Chyba, że rzeczywiście szukacie zbioru, gdzie wprost roi się od wywiadów, do tego stopnia, że trudno zapamiętać, kto w danej chwili jest interlokutorem naszego historyka. Czy warto inwestować w tę książkę, zdecydujcie sami.


AUTOR:
Piotr Zychowicz
TYTUŁ:
Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie
WYDAWNICTWO:
Rebis
LICZBA STRON:
464


, , , , , ,

środa, 3 sierpnia 2016

Chrzest Polski oczami historyka ["Co się stało w 966?"- Przemysław Urbańczyk]

Rok 966 to symboliczna data w historii ziem polskich. Co więcej, to jedna z dwóch dat, które po dziś dzień zna większość obywateli naszego kraju. Gdyby jednak zapytać, dlaczego, gdzie, w jaki sposób doszło do słynnego chrztu Polski, odpowiedzi mogłyby być różne. Historycy od lat próbują ustalić jedną wersję wydarzeń, jednak z uwagi na znikomy materiał źródłowy, ich praca przynosi mizerne skutki. Z okazji 1050 rocznicy chrztu Polski, którą obchodzimy w tym roku, znany mediewista, Przemysław Urbańczyk, postanowił raz jeszcze pochylić się nad kulisami przyjęcia wiary chrześcijańskiej przez poddanych Mieszka I i stworzył krótką, popularnonaukową publikację, w której przedstawił nam swoją wersję wydarzeń rodem z 966 roku. 

Co się stało w 966? to kolejna już pozycja tego autora na temat działalności politycznej średniowiecznych władców. Tym razem Urbańczyk skupia się jednak na konkretnym wydarzeniu, przeprowadzając dokładną analizę wszystkich jego aspektów. Po lekturze tej pozycji, chrzest Polski nie będzie już dla Was tylko jedną ze znanych dat.


Polanie - Normanowie czy Morawianie?

Skąd tak naprawdę wywodzą się nasi przodkowie? Przybyli do nas z mroźnej Skandynawii, a może zajęli późniejsze ziemie polskie przybywając z terenów Wielkiej Morawy? Po zestawieniu wszystkich okoliczności związanych z początkami Polski, autor udziela nam konkretnej odpowiedzi. Jesteśmy potomkami przybyszów z Wielkiej Morawy, zatem wywodzimy się od chrześcijan, skąd więc wziął się termin "chrzest Polski"?

Chrzest Polski czy Mieszka?

Tu zaczyna się problem. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Mieszko jeszcze przed słynnym chrztem w 966 roku był chrześcijaninem, stąd rozległe rozważania Urbańczyka na temat zabudowy grodowej i wczesnośredniowiecznej architektury sakralnej. Jednak i z tego kiepsko popartego źródłami historycznymi położenia, historyk wychodzi obronną ręką. Jakiej odpowiedzi udziela? Przeczytajcie sami.

Ceremonia w Ostrowie Lednickim, w Gieczu czy w Poznaniu?

I wreszcie, gdzie tak naprawdę mógł odbyć się chrzest. W średniowiecznej Wielkopolsce, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Gorzej jest z ustaleniem, w którym grodzie miała miejsce cała ceremonia. Udzielenie jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie wcale nie jest takie proste. Dlatego właśnie, Przemysław Urbańczyk postanowił odnieść się do onomastyki i na oczach czytelników zrekonstruować źródłosłów niektórych nazw grodowych. W ten sposób przedstawił konkretne argumenty potwierdzające tezę o znaczącej roli stołecznego miasta współczesnej Wielkopolski.

Czytelników zaznajomionych ze stylem pisarskim Przemysława Urbańczyka nie zdziwi fakt, że historyk po raz kolejny pomieścił całe mnóstwo faktów historycznych i własnych refleksji w niewielkich rozmiarów książce, którą bez problemu możemy zabrać ze sobą w podróż. Wyjątkowa rzeczowość i konsekwencja widoczne na kartach najnowszej książki Urbańczyka, to bez wątpienia największe jej zalety, które przekonają do lektury nawet najbardziej opornych na wiedzę historyczną odbiorców.

Moje prywatne zainteresowanie średniowieczną historią Polski i znajomość dorobku naukowego Przemysława Urbańczyka pozwalają mi stwierdzić, że za sprawą książki pt.: Co się stało w 966? ów historyk po raz kolejny zadbał o swoich czytelników. Oddał w ich ręce pozycję ciekawą, skierowaną do każdego, bez względu na wiek i wiedzę historyczną, a przede wszystkim taką, która mimowolnie daje nam lekcję na temat przeszłości i naszego kulturowego dziedzictwa. Grzechem byłoby z tej lekcji nie skorzystać.




AUTOR:
Przemysław Urbańczyk
TYTUŁ:
Co się stało w 966 roku?
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
168


, , , , , ,

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Bombaj, jakiego nie znacie ["Shantaram" - Gregory David Roberts]

Ta książka niemal od momentu swojej premiery bije rekordy popularności na całym świecie. W lutym tego roku ponownie pojawiła się na polskim rynku wydawniczym i w stosunkowo krótkim czasie stała się numerem jeden w wielu sieciowych księgarniach. Na czym polega fenomen Shantaram? Co takiego Gregory David Roberts zamieścił na ośmiuset stronach swojej debiutanckiej powieści i wreszcie, dlaczego powieść tę nazywa się czytelniczym Świętym Graalem? Jeśli macie ochotę poznać odpowiedzi na te nurtujące Was pytania, zapraszam do lektury mojej przygody z Bombajem opisanym na kartach Shantaram.

Zanim jednak opowiem Wam, o cieniach i blaskach letnich wieczorów spędzonych w towarzystwie Shantaram, zatrzymam się chwilę na sylwetce samego autora. Nieznany dotąd szerszemu gronu czytelników Gregory David Roberts to klasyczny przykład człowieka z przeszłością: skazany za napady z bronią w ręku, po swojej ucieczce z australijskiego więzienia postanawia schronić się w Bombaju. Brzmi jak fabuła amerykańskiego filmu? Nie tym razem. To prawdziwa historia, a jej kolejne etapy stały się kanwą, na której powstała Shantaram - powieść zagadka, która w jakiś niewyjaśniony sposób podbiła serca wielu znanych gwiazd show biznesu. 

Kluczem, który otwiera nam powieściowy świat jest wspominany już Bombaj, miasto wielu kultur, wielu narodowości i wielu religii, jedno z najbogatszych i najbardziej niebezpiecznych miejsc na ziemi. To tam nasz bohater, nazywany przez miejscowych Linbabą lub Shantaram ("Boży Pokój") próbuje zacząć "nowe życie". Kolejny etap jego egzystencji, z dala od więziennych murów, nie jest jednak drogą prawa i honoru, a raczej wierną kontynuacją dawnych przyzwyczajeń. Pomijając jednak kwestie zarobkowe, które i w Bombaju czynią z naszego Linbaby przestępcę, trzeba przyznać, że barwna i wielowymiarowa opowieść o Indiach zawarta na kartach Shantaram jest jedyna w swoim rodzaju, a prawd zamieszczonych pośród dziesiątek tysięcy zdań tej książki nie znajdziecie w żadnej innej powieści.

Wśród wielu wątków, które składają się na opowieść Linbaby, znajdziemy historię szczerej przyjaźni Prabakera z Linbabą, trudną relację miłosną między głównym bohaterem a tajemniczą Karlą i całe mnóstwo powiązań Lina z miejscowymi przemytnikami, które otworzą przed nami świat "ciemnych interesów". To właśnie te fragmenty Shantaram cieszyły się moim największym zainteresowaniem, nic więc dziwnego, że pochodzący z niewielkiej indyjskiej wioski Prabaker, "pierwsza klasa Bombaj-przewodnik" bardzo szybko został moim ulubionym bohaterem i to właśnie jego poczynania śledziłam z zapartym tchem. Jego szczerość, prostotę i otwartość względem innych zapamiętam na długo, a o stosunku Prabakera względem kobiet mogłabym pisać godzinami.

Wracając jednak do powieści, Shantaram nie jest lekturą łatwą. Nie należy ona do tych książek, które zabiera się na wakacje, by umilić sobie czas wypoczynku. To pozycja, która wymaga od czytelnika skupienia, chłodnej analizy i refleksji nad problemami, z jakimi każdego dnia mierzą się mieszkańcy Indii. Główny bohater tej książki zabiera nas do nieznanej czytelnikom rzeczywistości, do Bombaju, którego nie kojarzymy z przekazów medialnych. W mieście pełnym biedy, głodu, prostytucji i nielegalnych interesów nie łatwo nam się odnaleźć. Podróż, przynajmniej ta czytelnicza, do tego niezwykłego miasta jest nam jednak potrzebna, by zrozumieć, jakie mamy szczęście, że żyjemy w innej części świata, a problemy bohaterów Shantaram zupełnie nas nie dotyczą.

Mimo wielu pozytywów, które odkryłam w czasie lektury Shantaram, nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić tej wyjątkowo trudnej pozycji. Długie godziny spędzone na czytaniu, wcale nie sprawiały, że z biciem serca śledziłam losy naszego zbiega. Wręcz przeciwnie, każdy rozdział tej książki budził we mnie wiele skrajnych emocji, wśród których dominował żal, żal nad wieloma biednymi, niewinnymi ludźmi, którzy w karygodny sposób pożegnali się z życiem w tej opowieści. Sam Bombaj odmalowany w tej książce wyjątkowo skutecznie zniechęcił mnie do podróży po Indiach, a liczne aforyzmy do złudzenia przypominające sentencje z książek Paulo Coelho porozsiewane na kilkuset stronach skutecznie zniechęcały mnie na jakiś czas do dalszej lektury.

Jeśli jednak kochacie Indie, a Bombaj jest dla Was odzwierciedleniem całego świata w pigułce, to Shantaram jest dla Was pozycją obowiązkową, zwłaszcza, że Wydawnictwo Marginesy wydało już drugą część opowieści Gregory`ego Davida Robertsa pt.: Cień góry, która stanowi kontynuację losów naszego bohatera. Sama na razie skutecznie omijam księgarską półkę z tą pozycją. Na jak długo, czas pokaże. 





AUTOR:
Gregory David Roberts
TYTUŁ:
Shantaram
PRZEKŁAD:
Maciejka Mazan
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
800





, , , , , ,

niedziela, 17 lipca 2016

Potrzeba matką wynalazku ["Małe wielkie odkrycia"- Steven Johnson]

W codziennej rutynie, w biegu między pracą, uczelnią i domem, brakuje czasu na przyjemną lekturę, która wnosiłaby do naszego życia coś więcej niż tylko odprężenie i uśmiech na twarzy. Od jakiegoś czasu szukałam książki napisanej w stylu popularnonaukowym, dzięki której nawet ja (humanistka z krwi i kości) mogłabym posiąść wiedzę z zakresu nauk ścisłych. Podczas moich poszukiwań, natknęłam się na książkę pt.: Małe wielkie odkrycia. Najważniejsze wynalazki, które zmieniły świat. Przeczytałam jej tytuł i zamarłam. Już wyobrażałam sobie, jak ginę pośród niezliczonych stron wykresów, schematów i naukowych rozważań. Pełna obaw rozpoczęłam podróż przez historyczne meandry transformacji prowadzących do wynalazków po dziś dzień dobrze znanych i wykorzystywanych na całym świecie. A wszystko zaczęło się od jednego małego...kolibra.

Karol Darwin udowodnił nam przed wiekami, że w przyrodzie trwa nieustanna ewolucja. Gatunki, które nie były w stanie dominować, ginęły lub próbowały przystosować się do nowych warunków. Tak było również z kolibrami, których skrzydła zostały przystosowane do zbierania nektaru z kwiatów. Dzięki ewolucji posiedliśmy zatem to, co stoi na początku każdego wynalazku - potrzebę rozwoju i ulepszania naszej rzeczywistości. O tym, w jaki sposób przez dziesięciolecia ludzie starali się okiełznać siły przyrody i uczynić z nich pożytek, przeczytacie w książce Stevena Johnsona.

W jaki sposób na Pustyni Libijskiej pojawiło się szkło i skąd pomysł, by wykorzystać je jako materiał produkcyjny? Jak upowszechniono handel lodem w gorącym klimacie? Odkąd człowiek ma świadomość rozchodzenia się dźwięku? Dlaczego mieszkańcy XIX-wiecznego Chicago zainicjowali budowę kanalizacji? Skąd pomysł, by mierzyć czas i wreszcie, co wspólnego ma kaszalot ze światłem? To zaledwie kilka zasadniczych pytań, na które odpowiedzą nam Małe wielkie odkrycia. Z każdym kolejnym rozdziałem pytań przybywa, a my mimowolnie pochłaniamy następne strony, by odkryć zależności między opisanymi wynalazkami. W tej odkrywczej sieci znajdziemy zarówno przedmioty codziennego użytku, jak i pomysłowe rozwiązania, o których do tej pory nie mieliśmy pojęcia. A do tego wcale nie musimy być Augustą Byron, by w analityczny sposób odbierać informacje zamieszczone w tej pozycji. Wystarczy nam chwila wolnego czasu, wygodny fotel i 6 porywających, a zarazem pouczających rozdziałów poświęconych najsłynniejszym na świecie wynalazkom, które zmieniły nasze życie.


Z perspektywy czasu mogę ocenić, że książka Stevena Johnsona jest strzałem w dziesiątkę! Znalazłam w niej mnóstwo szokujących informacji, o których do tej pory nie miałam pojęcia. Steve Johnson z typową dla dziennikarskiego stylu swobodą prowadzi nas przez wieki rozwoju techniki i pokazuje, że rozwój cywilizacji nie nastąpił z dnia na dzień i jak to bywa w trakcie ewolucji, doprowadził do nieodwracalnych zmian rzeczywistości, obok których nie można przejść obojętnie. Przejść nie można, ale można o nich przeczytać. Do tego właśnie zachęcam przestawiając Wam tę pozycję.

Przeczytajcie, naprawdę warto!



AUTOR:
Steven Johnson
TYTUŁ ORYGINALNY:
How We Got To Know
TYTUŁ POLSKI:
Małe wielkie odkrycia
TŁUMACZENIE:
Bartosz Czartoryski
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
288
KUPISZ TUTAJ:



, , , ,

niedziela, 10 kwietnia 2016

Młodzi gniewni minionych lat ["Nie machaj do mnie czerwoną chorągiewką"-Elżbieta Zdrojowa-Krawiec]

Chyba u każdego z nas wspomnienia szkolnych lat przywołują wiele pozytywnych emocji. Z sentymentem powtarzamy w głowie pseudonimy niektórych kolegów i koleżanek, zastanawiając się, czy i oni pamiętają o spędzonych z nami chwilach. Jedyną okazją na powrót do przeszłości stają się spotkania kilkanaście lub kilkadziesiąt lat po maturze. W takim właśnie spotkaniu ma uczestniczyć Ewka, główna bohaterka książki Elżbiety Zdrojowej-Krawiec pt.: Nie machaj do mnie czerwoną chorągiewką.

Po trzydziestu latach od egzaminu maturalnego pojawia się okazja spotkania z dawnymi znajomymi. Ewka, początkowo mocno niezdecydowana, postanawia w końcu przystać na propozycję Bogdana (przewodniczącego IVc) i wpłacić odpowiednią kwotę na dwudniowy wyjazd ze "starą paczką" znajomych. Przygotowania do tego emocjonującego wydarzenia, przywołują całą lawinę szkolnych wspomnień, które mimowolnie stają się fabułą tej intymnej opowieści sprzed lat.

Młodość rządzi się swoimi prawami. Obfituje w pierwsze miłości, niespodziewane wyjazdy i prywatki do białego rana. Tych stałych elementów z okresu dojrzewania nie zabrakło również w życiu Ewki. Dziewczyna niemal na naszych oczach z płochej licealistki zanurzonej w poezji staje się rozważną studentką, która sama decyduje o swoim życiu. Bohaterka nie uchroni się jednak przed miłosnym zawodem czy utratą bliskich. Cienie i blaski tego burzliwego momentu jej życia poznacie niemal z pierwszej ręki, dzięki szczegółowej rekonstrukcji zdarzeń dokonanej przez naszą dziewczynę z prowincji.

Bardziej od losów Ewki i jej przyjaciół interesowała mnie w tej książce historia Polski i liczne nawiązania do burzliwych lat 80. XX wieku. Zrywy Solidarnościowe, stan wojenny, msze za Ojczyznę - to zalewie garstka wydarzeń, w których uczestniczą nasi bohaterowie. Przemo, Piotr, Jolka, Wiola, Mały Jachu, Kropa i pozostali towarzysze Ewy to jedno z pokoleń dorastających w czasach PRL, które połączył mały opornik zaszywany w klapie płaszcza lub marynarki. Ten symbol buntu i świadomości politycznej uczynił opisane pokolenie kontestatorami ówczesnej ponurej rzeczywistości, tak odległej dla współczesnej młodzieży.

Książki Elżbiety Zdrojowej-Krawiec nie uznałabym za powieść stricte historyczną. To raczej fabularyzowane wspomnienie o młodych ludziach, których okres dojrzewania przypadł na burzliwe lata w historii Polski. Taka perspektywa i tytułowa "czerwona chorągiewka" dają nam ogląd na przemiany polityczne lat 1977-1981, pozwalają przyjrzeć się z bliska buntowi młodzieży wobec ówczesnej władzy i choć przez chwilę poczuć atmosferę tamtych dni. Tło społeczno-polityczne nieco przykrywa tę prywatną, wspomnieniową stronę pozycji, która z powodzeniem znajdzie swych odbiorców nie tylko pośród ludzi, którzy właśnie w 1980 obchodzili swoje osiemnaste urodziny.

AUTOR:
Elżbieta Zdrojowa-Krawiec
TYTUŁ:
Nie machaj do mnie czerwoną chorągiewką
WYDAWNICTWO:
Novae Res
LICZBA STRON:
266
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
https://www.facebook.com/NovaeRes/?ref=hl 


, , , , ,

poniedziałek, 22 lutego 2016

Trudne macierzyństwo ["Myszoodporna kuchnia" - Saira Shah]

Ciąża to błogosławieństwo. Poczęcie nowego życia zawsze powoduje pewne zmiany. Anna, bohaterka debiutanckiej powieści Sairy Shah, nie sądziła, że jej życie po porodzie zmieni się aż tak bardzo. O zmaganiach Anny i jej męża w tej trudnej dla nich sytuacji, przeczytacie w Myszoodpornej kuchni, wspaniałej, wielowątkowej powieści, która niczym magnes przyciąga do siebie czytelników na całym świecie.

Freja, córka Anny i Tobiasa, otrzymuje swoje imię na cześć nordyckiej bogini miłości i płodności. To miano ma zagwarantować jej przynajmniej symboliczną opiekę bogów, a ta będzie dziewczynce bardzo potrzebna. Maleństwo cierpi powiem na polimicrogynię, czyli drobnozakrętowość, co zapowiada upośledzenie fizyczne i umysłowe naszej małej bohaterki. Przed rodzicami Frei nie lada wyzwanie. Czy podejmą się opieki nad swoim chorym dzieckiem, czy też "pozbędą się problemu" pozostawiając dziewczynkę w szpitalu, w którym przyszła na świat? Odpowiedź na te pytania przyniosą Wam pierwsze rozdziały tej przejmującej historii, inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami.

Życie bohaterów tej książki to nieustanne zmiany. Oprócz małej istotki, która wstrząśnie ich światem, Anna i Tobias będą przygotowywać się do przeprowadzki, poznawać nowych znajomych i kochać się, cierpień, a nawet zdradzać, by w tym całym zamieszaniu wreszcie odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Czy będzie tam również kąt dla małej Frei? Oto jest pytanie.

Nie liczcie jednak na to, że Anna i Tobias wzbudzą w Was sympatię. Co to, to nie. Egocentryczni, oschli i wyjątkowo zdystansowani bohaterowie nie są wzorcowymi rodzicami i daleko im do tego miana. Choroba ich pierwszego dziecka uwalnia w nich wszystkie skrywane lęki i doprowadza do zachowań, których empatyczny czytelnik nie jest w stanie znieść. Wtedy jedynym ratunkiem przed porzuceniem tej opowieści jest spojrzenie na problem z innej perspektywy. Z perspektywy zagubionego rodzica, przed którym los stawia nie lada wyzwanie. Życie ze świadomością niechybnej śmierci własnego dziecka zawsze jest okupione traumą, a ta uzewnętrznia się na różne sposoby.

Historia niepełnosprawnego fizycznie i umysłowo dziecka, pokrzywdzonego przez los niemal od chwili narodzin, to temat trudny a zarazem bardzo interesujący. Ograniczone zdolności adaptacyjne małej Frei i brak odpowiedniego wsparcia ze strony obojga rodziców mimowolnie zwracają naszą uwagę na problem, z którym boryka się wiele współczesnych rodzin. Myszoodporna kuchnia będzie dla nich rodzajem ulgi w codziennych zmaganiach z niepełnosprawnością ich najbliższych i dowodem na to, że każdy człowiek może mieć chwile zwątpienia i nie należy go za to potępiać.

Od kilku lat zachwycam się książkami, które ukazują się nakładem Wydawnictwa Drzewo Babel. Dzięki niemu wzruszałam się w czasie czytania powieści Rohintona Mistry`ego pt.: Delikatna równowaga i śmiałam się do łez wertując kolejne strony Pisarza rodzinnego, autorstwa Grégoire`a Delacourta. Nie sądziłam, że do tego grona wspaniałych pozycji tak szybko dołączy nowa publikacja. Kiedy jednak po raz pierwszy przeczytałam o historii małej Frei, byłam pewna, że nie przejdę obojętnie obok tej opowieści. Rzeczywiście, Myszoodporna kuchnia pochłonęła mnie bez reszty. Kilka godzin nieustającej lektury doprowadziło do finału, którego mogłam się spodziewać, a mimo tego, nie żałuję, że spędziłam ten czas w malowniczej Langwedocji, pośród winnych krzewów, rzek i myszy, które okazują się przebiegłymi szczurami.

Gdyby wszystkie debiuty powieściowe wyglądały tak jak Myszoodporna kuchnia, to byłabym gotowa czytać tylko pierwsze książki tych bardziej i mniej znanych autorów. W przypadku Sairy Shah mamy do czynienia z debiutem, którego największymi atutami są błyskotliwy pomysł na powieść, świetnie poprowadzona narracja i wątki, które wprawią czytelników w osłupienie. Czego chcieć więcej? Może tylko dodatkowych kilkuset stron z życia w Les Rajons i przepisów na całe mnóstwo potraw ugotowanych w tytułowej kuchni.

AUTOR:
Saira Shah
TYTUŁ ORYGINALNY:
The Mouse - Proof Kitchen
TYTUŁ POLSKI:
Myszoodporna kuchnia
PRZEKŁAD:
Łukasz Witczak
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
344



, , , ,

sobota, 20 lutego 2016

Rzecz o Vogelmanie zwanym Foggiem ["Poletko Pana Fogga"- Dariusz Michalski]

Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa wiążę się z muzyką. Jest środek nocy, a ja po raz kolejny nie mogę zasnąć. Wtedy mój ukochany tata stosuje swą niezawodną broń - śpiewa mi najsłynniejsze międzywojenne szlagiery. Gdy pośród rozległego repertuaru padają wreszcie słowa "ta ostatnia niedziela..." jestem już dawno w objęciach Morfeusza. I choć historia powtarza się niemal każdego wieczoru, to właśnie moje najmilsze wspomnienia z dzieciństwa. Dziś, choć nie ma już kołysanek do snu i taty, które je śpiewał, pozostał sentyment do międzywojnia i piosenek Mieczysława Fogga. Stąd pomysł, aby poznać biografię człowieka, którego piosenki nie jednego malucha utulały do snu. Dzięki Dariuszowi Michalskiemu i jego książce pt.: Poletko Pana Fogga odbyłam sentymentalną podróż w czasie, o której wprost muszę Wam opowiedzieć.

Trudno powiedzieć, gdzie tak naprawdę zaczyna się historia Mieczysława Fogla. Jeszcze trudniej wyjaśnić, jak z Vogelmanna powstał znany nam Fogg. Jedno jest pewne: życiorysu mógłby mu pozazdrościć nie jeden współczesny celebryta. Przystojny, szarmancki i piekielnie utalentowany - taki był Mieczysław Fogg, syn maszynisty kolejowego, którego droga do sceny z pewnością nie była usłana różami. 


Biografia Mieczysława Fogga tak naprawdę składa się jedynie z dwóch części. Jego życie możemy bowiem podzielić na etapy: przed oszałamiającą karierą i podczas jej trwania. Przyjaźń z Janem Kiepurą, występy artystyczne w Qui Pro Quo i wielkie występy w Chórze Dana, pomoc Żydom w czasie II wojny światowej i prowadzenie Wytwórni Płyt Gramofonowych Fogg - Records to tylko kilka epizodów z pełnej sukcesów drogi zawodowej naszego rodaka. Spomiędzy słów spisanych na kartach tej książki wyłania się jednak coś więcej niż uporządkowany życiorys jej bohatera. To obraz skromnego człowieka, który świetnie wykorzystał dany mu od losu talent. To również pełna ciepła opowieść o Foggu-mężu i Foggu-ojcu oraz nieustannych zmaganiach naszego rodaka z własną popularnością. Dzięki tej biografii zachwyt nad talentem Mieczysława Fogga jeszcze bardziej przybiera na sile, zaś sama pozycja jest znakomitą lekcją dla wszystkich twórców tego literackiego gatunku.

Dariusz Michalski jak zwykle nie zawiódł swoich czytelników. Autor znakomitej książki pt.: To była bardzo dobra telewizja po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Biografię wybitnego i powszechnie znanego muzyka oparł na bogatym materiale wspomnieniowym i autobiograficznym (Od palanta do belcanta), który nie tylko daje nam pełen obraz przedstawianej osoby, ale również pozwala poczuć atmosferę minionej epoki. Zgromadzone w tej książce teksty piosenek, relacje najbliższych Fogga i jego samego oraz liczne wzmianki z ówczesnej prasy stanowią tło, dzięki któremu czytelnik ma szansę choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i przenieść się do czasów, kiedy muzyki słuchało się z gramofonowych płyt, a na koncerty przybywały tłumy spragnione obcowania z prawdziwą muzyką.

Poletko Pana Fogga przypadnie do gustu każdemu, kto z sentymentem słucha międzywojennych szlagierów i chciałby przekonać się, jak wyglądała droga do sukcesu jednego z najsłynniejszych polskich barytonów tamtych lat.



AUTOR:
Dariusz Michalski
TYTUŁ:
Poletko Pana Fogga
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
672


, , , , , ,

środa, 30 grudnia 2015

Jesień życia w "Ustroniach" ["Migdałowy aromat"-Anna Nejman]

Czy kiedykolwiek myśleliście nad tym, jak będzie wyglądała wasza jesień życia? Czy zastanawialiście się, gdzie i w jaki sposób spędzicie ten czas? Jestem pewna, że większość z nas odkłada te refleksje na później, podczas gdy spokojną starość powinniśmy planować z wyprzedzeniem. Po co? Po to, by uniknąć samotności i odrzucenia ze strony bliskich. Wiedzieli o tym najlepiej bohaterowie powieści pt.: Migdałowy aromat, którzy zawczasu podpisali nietypowy pakt, cementujący ich przyjaźń do końca życia.

Czworo samotnych osób w podeszłym wieku wpada na wyjątkowo odważny pomysł. Postanawiają zamieszkać razem i opiekować się sobą nawzajem do śmierci. By zrealizować swój plan, kupują dom, który z "Umieralni" bardzo szybko stanie się "Ustroniami", czyli ustronnym miejscem na spokojną starość. W tym pachnącym migdałami otoczeniu Henryk, Walter, Gina, Helenka i mały piesek zwany Murzyniem przeżyją wiele wzruszających chwil, o których czytelnicy dowiedzą się dzięki korespondencji zachowanej wewnątrz wspomnianego przybytku. Osobą, która odnajdzie listy Heleny Wilczek pisane przez lata do swojej wnuczki Marlenki, będzie Eliza, córka Henryka i zarazem najważniejsza bohaterka tej powieściowej historii.

Eliza pojawia się w "Ustroniach" nieprzypadkowo. Planuje bowiem spisanie losów tego wspaniałego miejsca i jego sympatycznych mieszkańców. Nie spodziewa się jednak, że oprócz przejmującej historii czworga przyjaciół, znajdzie w Sussex również miłość. Tego, kto będzie jej szczęśliwym wybrankiem i w jaki sposób miłosna historia Elizy łączy się z "Ustroniami" dowiecie się podczas lektury Migdałowego aromatu.

Jako osoba sceptycznie nastawiona do powieści obyczajowych, nie zachwyciłam się Migdałowym aromatem od razu. Losy nieco zagubionej uczuciowo Elizy nie przesądziły o mojej pozytywnej opinii na temat tej książki. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy bohaterka zaczęła analizować korespondencję między babcią a wnuczką, która miała być źródłem do napisania powieści o życiu w "Ustroniach". Kilkadziesiąt listów, znajdujących się na kartach tej książki wzruszyło mnie do łez i przypomniało, jak piękna była niegdyś kultywowana przez naszych przodków ars epistolandi. Dla tych emocji towarzyszących mi podczas czytania tej korespondencji, byłabym gotowa przeczytać Migdałowy aromat nawet kilkadziesiąt razy. 

Wbrew uprzedzeniom, które towarzyszyły mi przed rozpoczęciem lektury, historia autorstwa Anny Nejman podbiła moje serce. To pełna ciepła opowieść o miłości, przyjaźni i poświęceniu względem drugiego człowieka. Wydarzenia spisane na kartach tej książki mogły przydarzyć się nam wszystkim. Chyba właśnie na tym polega sekret dobrej powieści, że każdy czytelnik może podczas jej czytania poczuć się jednym z bohaterów. Ja wyobrażałam sobie, że jestem Murzyniem, a Wy, kim będziecie? Przekonajcie się sami.

AUTOR:
Anna Nejman
TYTUŁ:
Migdałowy aromat
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
504


, , , ,