czwartek, 15 marca 2012

Jak to muzykanci dawniej po wsiach grali...



AUTOR:
Wit Szostak
TYTUŁ:
Oberki do końca świata
WYDAWNICTWO:
PIW
LICZBA STRON:
178



Nie od dziś wiemy, że losy literatury i muzyki się splatają. Często przecież w różnego rodzaju dziełach literackich czujemy obecność muzyki. Czasem bywa jednak i tak, że muzyka inspiruje i prowadzi fabułę utworu. Taka jest rola muzyki w powieści Wita Szostaka Oberki do końca świata.



Ej za las, chłopcy, za las, bo za lasem grają.

Ej, bo mi się za lasem panny podobają…




Te popularne słowa wiejskiej przyśpiewki wprowadzają czytelnika w opowieść, która będzie niczym muzyka. Zauważymy w niej różny rytm, nastrój, tempo i słowa. Wszystkie będą równie ważne. Poznamy historię rodu Wichrów, muzykantów, skrzypków z legendarnym protoplastą Maciejem na czele, który z nikąd pojawił się w Rokicinach… A to wszystko dzięki jednej fotografii z 1938 roku. Fotografii, która budzi w głównym bohaterze Józefie Wichrze cały szereg wspomnień. Trochę nieuporządkowanych, banalnych a zarazem poważnych, przesyconych wiejską ludycznością. 



Józiu, czemuś smutny, zamiast się radować?

Za to szczęście winieneś Bogu podziękować...



Gdyby określić życie Józefa Wichra jednym słowem, wystarczyłoby napisać: muzyka. Najmłodszy z rodu opowiada czytelnikowi historię swojego życia, by wyjaśnić, dlaczego dziś nikt już nie gra skocznych oberków na wiejskich pograjkach , czy weselach. Historia ta przepełniona jest nieszczęściami: śmiercią, niespełnioną miłością i wojną.



Wichry wszystkie grały i wszystkie śpiewały.

Nawet gdy grać przestały, szybko powracały...



Na naszych oczach historia rodu Wichrów przeistacza się w historię wsi Rokicin i jej mieszkańców. Wszyscy ci ludzie posiadają zdolności nadprzyrodzone. Poznajemy Sebastiana Smołkę, który jak wieść gminna niesie porwał księżyc. Jakuba Wichra, który zatrzymał czas we wsi. Wojciecha kowala, który w tajemniczych okolicznościach popełnił samobójstwo i wielu, wielu innych…



Oberki do końca świata to piękna opowieść o życiu wiejskim w I poł. XX wieku. Jest to historia, która absolutnie wpisuje się w nurt mało popularnej dzisiaj literatury chłopskiej. Warto do niej sięgnąć, by wraz z Józefem Wichrem cofnąć się w czasie i poczuć się jednym z mieszkańców magicznych Rokicin.

0 komentarze:

Prześlij komentarz