czwartek, 20 września 2012

Z miłością o córce...

AUTOR:
Mitch Winehouse
TYTUŁ ORYGINALNY:
Amy. My Daughter
TYTUŁ POLSKI:
Amy, moja córka

WYDAWNICTWO:
Sine Qua Non
LICZBA STRON:
304


Była podziwiana i krytykowana. Miała niebywały wdzięk i niezwykły głos. Uwielbiała pochwały i robiła wszystko, by ciągle o niej mówili. Przede wszystkim była jednak ukochaną córeczką swoich rodziców i najbliższą osobą dla swojego brata Alexa. Jak wyglądało krótkie życie zmarłej przed rokiem Amy Winehouse? Dlaczego mimo młodego wieku udało jej się osiągnąć tak wiele? Na te pytania odpowie Wam Mitch Winehouse – ojciec piosenkarki, który upamiętnił jej życie i karierę w książce pt.: Amy, moja córka.

Mała Amy podczas letniego pikniku w szkole
Dzień, w którym Amy pojawiła się na świecie, zmienił dotychczasowe życie państwa Winehouse. Ta maleńka dziewczynka była oczkiem w głowie taty, który bardzo szybko odkrył jej talent. Sam w latach młodości zajmował się śpiewem, dlatego dumą napawała go myśl, że Amy pójdzie w ślady ojca.  Trzeba przyznać, że nasza bohaterka nie należała do najpilniejszych uczennic, za to jej błyskawiczna kariera muzyczna była naprawdę imponująca. Jej debiutancka płyta Frank bardzo szybko podbiła rynek muzyczny. A potem było już tylko lepiej. Amy stała się jedną z najpopularniejszych brytyjskich piosenkarek, czego dowodem była popularność jej kolejnej płyty pt.: Back to Black. Niestety wraz z sukcesami muzycznymi naszą bohaterkę spotykały kolejne porażki w życiu osobistym. Blake Fielder- Civil był miłością życia Amy, ale również przyczyną jej kolejnych nałogów. Zwycięska walka z nadużywaniem narkotyków, którą wokalistka prowadziła aż do 2009 roku, bardzo szybko została zastąpiona przez pociąg do alkoholu. Z tego nałogu wyjść było o wiele trudniej. Powszechny dostęp do napojów wysokoprocentowych powodował, że nawet po dłuższych okresach abstynencji, Amy wracała do picia. W tych najcięższych chwilach jej życia wokalistka mogła zawsze liczyć na pomoc ze strony ojca. To on był na każde jej zawołanie. Aż do 23 lipca 2011 roku. Wtedy ojca Amy przy niej zabrakło. Ich ostatnie spotkanie miało miejsce dzień wcześniej i rzeczywiście było pożegnaniem. Mitch postanowił choć na kilka minut zobaczyć córkę przed wyjazdem do Nowego Jorku. Nie spodziewał się jednak, że ostatni raz trzyma swą ukochaną w ramionach…

Amy u boku ojca
Nie przeczytałam tej książki z fascynacji osobą Amy Winehouse. Nie zrobiłam tego również po to, by potwierdzić swoje podejrzenia względem karygodnego trybu życia prowadzonego przez tę wokalistkę. Ciekawa byłam wyłącznie, czy Mitch potrafi napisać o swojej ukochanej córce coś obiektywnego i po lekturze tej pozycji muszę przyznać, że chyba nikt nie stworzyłby lepszej biografii Amy niż jej własny ojciec. Ta książka z pewnością nie jest peanem na cześć zmarłej przedwcześnie piosenkarki. Jest to jednak piękna, choć miejscami bolesna opowieść o bezgranicznej miłości ojca do dziecka. O miłości, która nie boi się nadmiernej popularności, walki z nałogiem, a nawet śmierci. 

Warto zauważyć, że biografia Amy pióra jej ojca nie powstała po to, by jej rodzina czerpała z niej profity. Dochody z jej publikacji są bowiem przeznaczone na Fundację im. Amy Winehouse, która pomaga młodym ludziom wydostać się ze szponów różnych nałogów i dać im szansę na nowe, lepsze życie. Kierowanie tą fundacją stało się życiowym celem Mitcha, który ciągle podkreśla, iż ma nadzieję, że śmierć jego córki stała się przestrogą dla wszystkich, którzy podobnie jak Amy dali się porwać uzależnieniu. Oby pamięć o Amy Winehouse była wiecznie żywa dzięki jej muzyce, a nie temu, w jaki sposób przyszło jej umrzeć.

Mimo mojego początkowego sceptycyzmu muszę polecić Wam tę pozycję, bo dawno już żadna biografia nie wywołała na mnie tak wielkiego wrażenia. Obiektywizm i prawdziwość tej opowieść sprawiają, że na chwilę zapominamy o relacjach, jakie łączą autora i bohaterkę tej książki. I chyba właśnie o to chodziło. Jeśli tylko macie ochotę poświęcić chwilę swojego cennego czasu, by spojrzeć na życie Amy oczami jej ojca, to serdecznie polecam Wam lekturę książki Amy, moja córka. Mam nadzieję, że ta prosta historia i Was poruszy do głębi.



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa:


20 komentarzy:

  1. Może i książka jest interesująca, jednak dla mnie opisywanie życia kogoś, w niecały rok po jego śmierci jest... Wiem, że to jej ojciec i ma do tego prawo, jednak trochę interesowałam się tym tematem i z tego co wiem, on niestety czerpie dość dużo profitów, że Amy była jego córką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością tantiemy zapewniają mu niezły status finansowy i dlatego zyski z publikacji mógł już sobie odpuścić. :P

      Usuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej biografii, zwłaszcza tego, jak osoba najbliżej związana z Amy ją odbierała. Z chęcią przeczytam, mimo że nie słuchałam tej wokalistki

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście nie jestem fanką Amy, ale z chęcią bym przeczytała ją biografię. Ale zgadzam się z przedmówczynią. Jej własny ojciec zrobił sobie niezły interes po jej śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam już o tej książce, rzeczywiście ciekawy pomysł. Ale raczej nie moja tematyka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna książka, o której można powiedzieć wiele dobrego, nawet jeśli nie jest się fanem Amy :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta biografia jednak mnie nie pociąga tak samo jak piosenkarka...

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jestem fanką głosu Amy. Dziwię się czasem, że ludzie jej nie doceniają tylko z powodu tego, jaką była osobą. Przecież to chodzi o muzykę. Ciekawa jestem tej biografii. Zastanawiało mnie właśnie, czy jest obiektywna. Z jednej strony bym przeczytała, z drugiej z niechęcią myślę o tym, że ojciec wokalistki zarabia na jej śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ahhh...szkoda, naprawdę szkoda dziewczyny....książkę chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, nie byłam fanką Amy i teraz pewnie też nią nie zostanę. Do takich biografii podchodzę z rezerwą. Wygląda to trochę na chęć zarobku na śmierci własnej córki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też nigdy nie byłam fajną Amy. Zawsze podchodziłam do niej sceptycznie. Kilka razy słyszałam jej piosenki. Nie są złe, ale też nie mówię, że je lubię. To nie moje klimaty. Jednak właśnie przyłapałam się drugi raz na tym, że zmieniłam zdanię o artyscce/artyście po jej/jego śmierci. Teraz nie uważam ją za jakąś gwiazdkę z dziwnym kokiem na głowie i która ćpała. Myślę, że uda mi się przeczytać tą książkęm bo jestem bardzo ciekawa niej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jestem fanka Amy i nigdy nie byłam. Widzę jednak, że książka godna jest uwagi, więc może kiedyś dam jej szansę. Lubię czytać biografie. Zwłaszcza obiektywne, kiedy nie mam wrażenia, że ktoś próbuje wymóc na mnie takie, a nie inne postrzeganie danej postaci. :) Tutaj to cenne tym bardziej, że autorem jest ojciec, więc z pewnością trudno mu było o ten obiektywizm. Ciekawa jestem też losów fundacji im. Amy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mówiłem Ci ostatnio, co Varga napisał o wieści o tragicznym losie Amy... mam do tego podobny stosunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pamiętam to było podczas naszego randewu :D:D

      Usuń
  13. Zapowiada się ciekawie. Jakąś wielką fanką Amy nie jestem, ale cenię jej możliwości wokalne i tak jak Ty ciekawa jestem tego, na ile ojciec potrafi zachować obiektywizm opisując tak trudne dla rodzica życie ukochanego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę, wyjdę na kompletnego ignoranta, ale Amy kojarzę tylko i wyłącznie z nazwiska. Wiem jedyne, że była piosenkarką, która nie tworzyła w moich muzycznych klimatach i na tym całe moje pojęcie i o niej się kończy. Jakoś w ogóle nie ciągnie mnie do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O tak zgadzam się, że książka jest poruszająca. Myślałam jeszcze o niej przez jakiś czas po lekturze i recenzji. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie jestem ani nie byłam nigdy fanką tej piosenkarki, więc i książka jest nie dla mnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Na mnie również książka zrobiła ogromne wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń