środa, 27 listopada 2013

"Jutro wyruszymy na bezkres oceanu..."

Prawie rok temu David Mitchell dał się poznać polskim czytelnikom jako autor popularnej książki pt.: Atlas chmur. Ledwie opadły emocje po szeroko komentowanej ekranizacji tej powieści, a na naszym rynku czytelniczym już pojawiła się kolejna książka Mitchella, która w żaden sposób nie ustępuje miejsca poprzedniej. Autor po raz kolejny zabiera nas na statek płynący w nieznane. Pewnie zastanawiacie się, dokąd dopłyniemy dzięki lekturze powieści pt.: Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta? Otóż moi Drodzy Podróżnicy, nasz statek dobije do brzegów "sztucznej wyspy w kształcie wachlarza"[1] w zatoce Nagasaki, która na kilkanaście godzin stanie się naszym nowym domem. Gotowi na literacką podróż w czasie i przestrzeni? Zatem wyruszamy!

W roku 1799 Holenderska Kompania Handlowa nie jest już tak potężna jak przed stuleciem. Mimo tego, potrzebuje złóż, których próżno szukać na terenie Niderlandów. Właśnie z ich powodu do wybrzeży Dejimy przybija tego roku statek pod holenderską banderą. Jego załoga złożona z różnego typu osobowości wyrusza w tę podróż przede wszystkim w celach handlowych. Jest wśród nich pewien cichy i pokorny Zelandczyk, na którego pewnie nie zwrócilibyśmy uwagi, gdyby nie fakt, że przewozi na statku zakazaną księgę. Tym człowiekiem jest tytułowy Jacob de Zoet, zaś księgą, którą skrzętnie ukrywa w swym kufrze okazuje się Psałterz Dawidów. Spytacie, po co zwykłemu sekretarzowi Kompanii zbiór psalmów? Czyżby chciał wyśpiewywać na pełnym morzu nabożne pieśni, zamiast wykonywać powierzone mu obowiązki? Nic z tych rzeczy. Jacob jest po prostu człowiekiem religijnym, a psałterz ofiarowany mu przez stryja, ma dla niego ogromną wartość. Większe znaczenie od tej księgi ma jedynie postępowanie zgodnie z prawem i zasadami moralnymi, które po wielekroć wpędzi naszego bohatera w kłopoty.


Mimo, iż przełożeni wróżą Jacobowi świetlaną przyszłość i rychłą karierę, nie tylko sprawy handlowe zaprzątają głowę tego człowieka. Uczucie tęsknoty za pozostawioną w Holandii ukochaną, bardzo szybko zastępuje fascynacja sekretarza osobą panny Aibagawy, która pragnie zostać położną. Jacobowi nie przeszkadza nawet jej okaleczona twarz, prawdziwe przekleństwo skutecznie odstraszające potencjalnych adoratorów. Wydawać by się mogło zatem, że Jacob i Orito są sobie pisani? Ależ skąd! Przyszła położna ma spędzić życie w Domu Sióstr Świątyni Shiranui, zaś przed holenderskim sekretarzem jeszcze wiele zawodowych wzlotów i upadków. Czy los sprawi, że tych dwoje znów stanie na swojej drodze? Na to pytanie będą mogli sobie odpowiedzieć tylko wytrwali czytelnicy najnowszej powieści Davida Mitchella.

Gdybym chciała omówić wszystkie wątki, które autor zręcznie splótł w swym utworze, umarlibyście z nudów. Wystarczy więc, że zasygnalizuję te najbardziej wyraziste, obecne już na kilku początkowych kartach powieści. Pierwszym z nich jest szeroko pojęta polityka. W Tysiącu jesieni Jacoba de Zoeta jak w soczewce odbija się niemal 200 lat kontaktów handlowych między Holandią a Japonią. I choć Mitchell skupia się przede wszystkim na upadku holenderskiej potęgi handlowej i włączeniu się Brytyjczyków do ekspansywnej polityki w Indiach Wschodnich, to w opowieści tej nie brak wzmianek o dawnej potędze Holendrów i administracji powołanej przez nich na obszarze Dejimy. Z polityką tą związana jest również kwestia moralności urzędników holenderskich i negatywny stosunek ludności europejskiej do Japończyków, skrywany pod płaszczem potrzebnej w handlu kurtuazji. Wreszcie nie brak w powieści także rozległej charakterystyki kultury i tradycji panujących w Kraju Tysiąca Jesieni, zupełnie niezrozumiałych dla Holendrów obecnych na Dejimie. Kwestie polityczne, społeczne i kulturowe sprytnie uzupełniają wątki miłosne, których nie jest w książce Mitchella nadmiernie dużo. Te wyważone proporcje czynią z długiej opowieści historię nad wyraz spójną, która potrzebuje naszej uwagi i wymaga od czytelnika prawdziwego skupienia.

O ile Atlas Chmur co i rusz zaskakiwał nas nietypową strukturą powieści i licznymi eksperymentami literackimi związanymi z konstrukcją formalną poszczególnych rozdziałów, o tyle Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta nie stanowi pod tym względem zbyt wielkiego wyzwania dla czytelnika. Chronologiczna i linearna narracja, dzięki której poznamy losy głównego bohatera i jego pobratymców na Dejimie, z pewnością przypadnie do gustu wszystkim zwolennikom tradycyjnej formy powieściowej. Krótkie rozdziały zakończone interesującym zdarzeniem wprost domagają się od nas lektury i niczym kadry filmu ilustrują nam kolejne etapy przedstawianej opowieści.

Przyznam szczerze, że nowa książka Davida Mitchella zrobiła na mnie o wiele większe wrażenie niż osławiony już Atlas Chmur, który był opowieścią wielowątkową i przez to nad wyraz chaotyczną. Kilka różnych historii złożonych w jedną powieść nie ułatwiało lektury. Nic więc dziwnego, że ten nadmiar wydarzeń utrudnił także ich ekranizację i sprawił, że kinowa projekcja tego filmu dłużyła się niemiłosiernie. Zupełnie inaczej mijał mi czas przy lekturze Tysiąca jesieni Jacoba de Zoeta. Ta interesująca opowieść równie bogata w wątki literackie, co jej poprzedniczka, jest w moim odczuciu dziełem bardziej przemyślanym i przez to wyjątkowo porywającym. Z pewnością duży wpływ mają na to również elementy orientalne związane z miejscem akcji i odniesieniami do szeroko pojętej kultury japońskiej. Nie mniej jednak, jestem przekonana, że ekranizacja najnowszego dzieła Mitchella byłaby o niebo lepsza niż twór Toma Tykwera i braci Wachowskich. Mam nadzieję, że jakiś reżyser podejmie wyzwanie i dokona ekranizacji tej znakomitej powieści. Nim to nastąpi, zachęcam wszystkich do lektury i literackiej wyprawy na odległą japońską wyspę.

AUTOR:
David Mitchell
TYTUŁ ORYGINALNY:
The Thousand Autumns of Jacob de Zoet
TYTUŁ POLSKI:
Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta
PRZEKŁAD:
Justyna Gardzińska
WYDAWNICTWO:
LICZBA STRON:
624


[1] D. Mitchell: Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta. Warszawa 2013, s. 27.


22 komentarze:

  1. Z chęcią wgłębię się w tę lekturę, bardzo podoba mi się recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś mnie nie ciekawi ta książka :3 Coś czuję, że jeszcze nie jej pora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko ma w życiu swoje miejsce i czas. :)

      Usuń
  3. Chętnie zajrzę do tej lektury, przyznam że jeszcze nie miałam przyjemności zapoznać się z jego twórczością.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja Mitchella czytałam jakieś 10 lat temu - Widnokrąg bodajże. Zupełnie nie dla mnie, przynajmniej w tamtym czasie. Atlas Chmur mnie totalnie zniechęcił (film, po książkę jeszcze nie miałam okazję sięgnąć), ale może właśnie "Tysiąc jesieni..." będzie dobrym momentem na ponowne spotkanie z autorem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam chrapkę na "Atlas chmur", ale nie udało mi się jeszcze po tę książkę sięgnąć, a tu kolejne ciekawe dzieło tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, w Japonii ostatnio często goszczę, przynajmniej literacko, więc "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" w pewien sposób mogłoby się wkomponować w mój trend :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I myślę nawet, że ta książka zrobiłaby na Tobie wrażenie. :)

      Usuń
  7. Ta tematyka na razie do mnie nie przemawia, ale o Atlasie chmur słyszałam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przymierzam się powoli do "Atlasu Chmur", ale jestem trochę sceptycznie nastawiona ze względu na chaotyczność wielu wątków, może najnowsza książka byłaby lepszym pomysłem na rozpoczęcie znajomości z twórczością autora. Jak sądzisz, od której powieści lepiej zacząć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję na początek "Tysiąc jesieni...", a dopiero potem eksperyment z "Atlasem..". :)

      Usuń
  9. Osobiście nie uważam "Atlasu chmur" za chaotyczną książkę. Czytelnik może być nieco zorientowany, ale wszystko bardzo dobrze się ze sobą łączyło;) Film też mi się podobał;)
    Skoro tak zachwycałam się poprzednią powieścią tego autora, nie muszę specjalnie uzasadniać chęci sięgnięcia po kolejną;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli tamta powieść Ci się podobała, to ta na pewno również będzie "strzałem w dziesiątkę". :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że muszę spróbować, bo zapowiada się ciekawie!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chętnie wybiorę się w tę podróż. Już sam opis z Twojej świetnej recenzji mnie oczarował.

    OdpowiedzUsuń
  13. Słyszałam już o tej książce, jak sądzę też odbije się szerokim echem. Planuję poznać, a jakże:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem w trakcie lektury "Tysiąca jesieni" i muszę przyznać, że jestem oczarowana! Mitchell pisze niezwykle malowniczo.
    "Atlasu chmur" nie czytałam" a film wcale mnie do tego nie zachęcił.

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam ogromne wątpliwość co do tej książki. Dzięki Tobie wiem, że zupełnie bezpodstawnie. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Obu książek nie znam, ale mam je na uwadze, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń